|
Odwłoki Po ośmiu miesiącach niesłyszenia o ojcu Miśki, jego totalnej ignorancji, o partycypowaniu w kosztach utrzymania dziecka już nie wspomnę, ujrzałam go, brykającego sobie na czacie, na flircie. Mam swoje raporty. Nagle widzę, jest, mówi o kacu, bo wczoraj popił. I tak beztrosko chędoży sobie, niebożątko. Na mój widok zacichł, splunęłam w jego stronę jedynie, bo nie lubię babrać się w gównie. - Widzę, że już nie w szpitalu. - Sarkastycznie ujęłam temat. Tatuś bowiem od lata tamtego roku leczy się na nadciśnienie w wieku 29 lat. Krabik biedny, odwłok ledwo dychający. - No, już nie. - Odpowiedziało gówno i zacichło. Ostentacyjnie zakomunikowałam, że nie chcę go znać i wyszłam z flirciarskich klimatów, zostawiając odwłok... Takie gówno, takie nic... athina 2009-04-28 02:36:33 skomentuj (8) i koniec Pamiętacie moją absencję, kiedy w 2006 zniknęłam z kretesem? Wcale o Was nie myślałam. Nic, a nic. Jeden Polak zajebał mi taką piłkę prosto w pysk, że mdlałam kilka razy, a Pandelis cucąc mnie, mdlał prawie ze mną. Podejrzewam, że między osobami, czytającymi mój blog nie ma matek, którym podstępnie uprowadzono dziecko. Dzisiaj już nie trudno mi o tym pisać. Umiem bowiem ubrać to wszystko w słowa... Czułam się tak, jakby wyrwano mi wszystkie wnętrzności. Jakby ktoś, komu użyczyłam kawałka mojego domu, wyrwał mi moje serce, uciekł z nim i powiedział, teraz ja będę nim bił. Nie umiałałam patrzeć na spoty reklamowe z dziecmi, dostawałam szału na ich widok. Miałam myśli samobójcze. Ten szał,opętanie we własnym nieszczęściu dawały mi siłę stwora nie z tej ziemi. wiara w zwycięstwo, pokonanie sukinsna, odzyskanie córki była moją myślą przewodnią... Na szczęście częstszą niż zwątpienie, bezradność. Sze jako pierwsza oszalała na tym punkcie. Zebrała wszystkie możliwe adresy, gdzie mialam sie udać. Mój wujek uzupełnił. Ja na kolanach, szlochając już tylko podreptałam do Min. Spraw. Tam zaś Leo, mój Leo zawodowiec zrobił to, czego zwykły człowiek zrobić nie może. Zbudował mi pomost między Warszawą, a Wenecją. Wygrałam. Sprawa była skomplikowana, ale wygrałam. Po pięciu miesiącach odzyskałam moje dziecko. Mogłabym w ogóle o tym nie pisać, dlaczego to robię? Ku mojej pamięci, ku temu, że chujowi nigdy nie wybaczę i obawiam się, że tak daleko zaszliśmy w szarpaniu się, że mogłabym kutasa zajebać! Zabić. Tym bardziej, że dziś zapomniał o swojej szaleńczej miłości... Sze wiedziała o tym dawno temu!http://szeherezada-stiepanowna.blog.pl/archiwum/index.php?nid=11742957
Nie wiem.Po prostu nie wiem jak napisac o tym wszystkim.Przez pół roku i osiem dni nieraz musialam zaciskac zeby i zagryzac jezyk.I wreszcie,gdy juz moge powiedziec, to nie wiem jak. Tak napisała Sze po tym, kiedy już uściskałam swoją córkę ponownie. Pod tą notką znalazł się jeden komentarz. Wtedy, kiedy się pojawił, nie miałam dostępu do internetu... Z przyczyn materialnych. Nie potrafiłam się zatem bronić, ale czy ja wiem, jaki byłby sens?Tego linczu dokonam ja sama. Ale zacznijmy od tego, że autorem tego komentarza jest sam rufi. Tak jest, ten sam, który zabrał nas z Włoch. Pomimo tego, co napisał, jestem i będę mu za to wdzięczna. Tak mam, że pamiętam nie tylko zło. Ja pomijam już fakt zrobienia ze mnie alkoholiczki, to przeciez była główna linia obrony ojca Miśki w Sądzie w Wenecji, że powrót dziecka do matki mógłby spowodować u niego szkody fizyczne oraz psychiczne. I byłoby to zasadne, gdyby było prawdą. Badania lekarskie i nie tylko jednak tego nie potwierdziły. Sąd nie dał wiary ojcu i obalił wszelkie jego zarzuty wobec mojej osoby. Nawiasem mówiąc, to jest chora sytuacja, żeby człowiek nie mógł się napić alkoholu, bo zaraz robi się wielkie larum, że alkoholik? Przecież to jest jakaś paranoja społeczna, nagonka! Mam ochotę, robię sobie drinka wieczorem, rano wstaję, zaprowadzam dziecko do przedszkola, idę, kurwa, do pracy i za co należy mi się taka opinia? Miśka jest jednym z najładniej ubranych dzieci w przedszkolu, dbam nawet o detale kolorystyczne. Jest zawsze czysta, ładnie uczesana i syta. Zabawki zawsze na topie, bajki na dvd, książeczki oraz czas spędzany na wspólnych zabawach z matką. Dziecko rozwija się świetnie, trochę dominuje w domu, ale to mój problem. Nikt oprócz mnie się z tym nie upora. Ja zaś mam kilka zainteresowań, celów życiowych, do których właśnie dążę, a czasami lubię zrobić sobie drina. Wykapać małą, położyć spać i tak się właśnie zrelaksować. I to znaczy, że jestem skrajna alkoholiczką? Przecież to jest śmieszne. Zresztą, gdyby to w jakikolwiek sposób kolidowało z obowiązkami rodzicielskimi, to czy nie zauważyłoby tego przedszkole? Baba rano skacowana, zieje alkoholem, ba! Moi pracodawcy?? Zresztą, aby moje słowa były wiarygodne i dały obraz, kim jest autor komentarza, opowiem Wam historię pewnej małej Julitki. Dziecka, które pewnego dnia w akcie skrajnej rozpaczy uciekło do pedagoga szkolnego mówiąc mu, że boi sie wracać do domu... Rufi związał się z pewną naciągaczką internetową o nicku Agunia30, to jest babsko, mój Boże. Nigdy wcześniej nie spotkałam kobiety ziejącej takim jadem, fałszem, zwykłym skurwysyństwem. Jest matką owej Julitki. Kruchej, zagłodzonej istotki z poważnymi problemami jelitowymi. Z tego tytułu matka przez dłuższy czas była na zasiłku pielęgnacyjnym, ale bynajmniej interesowało ją dobro własnego dziecka. Że lodówka była pusta, to był standard. Cóż, od biedy i kopytek można zrobić, polać sosem z torebki, różnie bywa, naprawdę. Ale tam nie, ważne było, żeby fajki leżały na stole, a że dziecko nie jadło do godziny 15.00 nic, to... wielkie mi halo! Gdy dnia pewnego moja przyjaciółka o godzinie 13.00 wpadła tam do domu i zastała śpiące towarzystko, trafił ją szlag. Julitka siedziała w kuchni na krześle z nieprzytomnym wzrokiem. Przyjaciółka zapytała dziecko, czy coś jadło. Usłyszawszy przeczącą odpowiedź zapytała, dlaczego nie obudziło mamy. Bo będzie biła, nie wolno budzić mamy. Słowa wypowiadane były z takim przestrachem, że starej babie serce podeszło do gardła, łzy napłynęły do oczu, zabrała dziecko i poszła je nakarmić. W tym czasie dziadkowie Julitki rozpoczęli staranie się o przyznanie im opieki nad wnuczką. Proces to żmudny, najpierw jest kurator. I tu on się popisał, nie ma co... Zapowiadał się, że przyjdzie tego i tego dnia. Wiadomo co się wówczas działo w domu. Dziadkowie zaś mieszkali bardzo daleko. Ale to nie wszystko. Bowiem w tym przypadku żadne z podstawowych obowiązków wobec dziecka nie zostało spełnione. Żadne. A to jest: Miłość, tolerancja wobec charakteru, pozwalanie na wyrażanie emocji, nauka co jest złe, a co dobre, przytulanie, chwalenie za dobre, ganienie za złe, obsypywanie komplementami...Reszta, jak dbanie o odpowiednia dietę, zdrowie, rekreację dziecka pominę, bo przecież poza patologicznymi przypadkami, dla wszystkich jest rzeczą naturalną. Jeśli chodzi o Julitę, to również było marzeniem dziecięcym. Zastraszone, zahukane, wiecznie wyganiane do swojego pokoju, skazywane na absolutną samotność, wreszcie bite. Ten osobnik, który w komentarzach tak mnie potępiał, ściągał Julitce majtki i tłukł pasem na goły tyłek. Tłukł tak mocno, że któregoś dnia strach przed powrotem do domu zwyciężył i dziecko uciekło do pedagoga szkolnego. Zostało zabrane do ośrodka, poddane badaniom i dziadkowie kilka dni temu wygrali sprawę o władzę rodzicielską. Zabrali małą Julitkę. Spójrzcie. Głód, izolacja, brak uczuć nie spowodowały ucieczki. To co on musiał z tym dzieckiem wyprawiać?! Na ten lincz czekałam kilka lat, wiedziałam, że to pozorant, ale mi pomógł i jakie miałabym miec argumenty,żeby obalić jego wiarygodność, oprócz faktu, że Misia ma sie bardzo dobrze? Skakałam jak dzika na wieść, że ta sucz utraciła prawa rodzicielskie, bo żadna normalna matka nie pozwoli na krzywdzenie swojego dziecka przez ojczyma, chyba, że jest niespełna rozumu, bądź skrajną, niekontaktującą alkoholiczką! Poza tym ta sucz krzywdziła je jeszcze zanim poznała rufiego.
W kwietniu ma rodzić ich wspólne dziecko... Tylko przez wzgląd na szacunek dla samej siebie, powstrzymam sie od komentarza. athina 2009-03-07 20:45:00 skomentuj (69) |
||||
|